05.12.2013 19.37 (0)
[sounds]



claudiu. były szef z mojej roboty. trochę wkurwiający, ale o wiele lepszy niż frajer obecnie.
30.11.2013 21.46 (0)
[sounds]


bardzo stare zdjęcie, ale niestety nie jestem aktywny fotograficznie teraz.
jakieś tam plany, pomysły, ale cholera, nic się nie dzieje.
czekam na razie aż wreszcie jedna taka się zdecyduje, to raz. dwa, 3 rolki oddałem do wywołania, w piątek następny odbieram to zobaczymy co wyszło. z tego co pamiętam, na rolce ilforda zrobiłem sporo zdjęć claudowi, mam nadzieję, że będzie z czego wybrać. kilka tradycyjnych, prostych, nieskomplikowanych portretów. pozostałe rolki, kolorowe, zawierają nie bardzo wiem co. mam też pewien pomysł na zdjęcia takiego zabawnego zespółu muzycznego z londynu, ale poczekam najpierw, aż tomek śmignie mi stronę i dopiero wtedy, gdy będę miał co pokazać, zaproponuję wspólny projekt. kto wie, może się zgodzą? chciałbym też zrobić jakiś projekt powiedzmy z malarzami, fotografami w londynie, ale tych za cholere nie da się wypatrzeć. w krakowie od cholery tego było, tu sie trzeba sporo nakombinować, żeby kogoś znaleźć. a może to ja nie umiem szukać? najważniejsze, to nie ustawać w robieniu zdjęć.
24.11.2013 16.52 (0)

trochę dramatycznie dzisiaj. no więc od mniej więcej 2-3 dni napieprza mnie gardło. całe czerwone i piecze jak cholera, a do tego oczy łzawią mi strasznie. plus widzę przez mgłę. decyzja: jedziemy do zaprzyjaźnionego szpitala na wood green. najpierw oczywiście pół-godzinna przejażdżka autobusem 144 po jakiś totalnych zadupiach. ale w końcu się udaje i w okolicach 0:30 w nocy jestem na miejscu. jeszcze oczywiście 300 metrów piechotką i jestem.
na izbie przyjęć przeurocza pani tłumaczy co i jak, i że po pierwsze muszę poczekać, a po drugie to z oczami dupa, bo jedyne co mogę zrobić, to jechać na dosłownie drugi koniec miasta do okulisty całodobowego. oni niestety nie mogą pomóc. myślę sobie, noż k... pięknie. zapowiada się długa noc. mówię więc panience, że gardło napieprza, to ja poczekam jeszcze i najpierw gardło, a potem wycieczka na drugi koniec miasta. siadam w poczekalni i czekam. przede mną z 10 umarlaków, albo takich, co to już jedną nogą w grobie. mija 20 minut i wreszcie moja kolej. kolejna przeurocza dama opowiada i wypytuje, temperatura i ciśnienie w normie, przeżyje. no ale proszę poczekać na korytarzu zaraz lekarz pana przyjmie. jak się potem okazuje, to zaraz to jakieś 2 godziny. w między czasie pojawia się kilka osobistości: dwie ze zwichniętą nogą lub czy kostką. dwóch po bójce w częściach. i ślicznotka, która spawa w poczekalni dalej niż widzi. obok niej stoi jegomość, który trzyma waćpannę za włosy, co by nowej trwałej nie obrzygała. poza tym nuda. cisza, spokój, telewizor napieprza. sprzątacz stara się ogarnąć spaw waćpanny, a przyznać trzeba, że troche tego jest. w końcu, nareszcie, po 2 godzinach wylegiwania się na twardym jak decha plastikowym krzesełku zostaję przyjęty. miły doktor i jego niezrozumiały dla mnie akcent nie wróżą niczego dobrego. jak się jednak okazuje, moje oczy jednak go martwią i nie puści mnie do domu, ani do innego szpitala, tylko sam coś pokombinuje. najlepsze jest jednak to, że automat do recept nie działa i leki i recepte dostaje za friko. jeszcze tylko singaczyr i jestem wolny. po drodze mijam pokoje z oczekującymi na pomoc i chyba do końca życia zapamiętam tę staruszkę, z fioletowymi plamami na twarzy. wyglądała tak strasznie samotnie. tylko ona i pielęgniarką coś tam przy niej mamrotająca. ale oczy tej pani, takie puste, bez życia, bez nadziei. bardzo przykry widok.
do domu niestety wracam piechotką, bo na tym zadupiu nic nocnego nie jeździ. także z sercem w przełyku zwiedzam północny londyn. w domu oczywiście wszyscy witają mnie z otwartymi ramionami, mianowicie, mają to w dupach bo śpią jak zabici. tak oto wygląda moja nocka z soboty na niedziele. gardło po lekach jakby mniej boli, oczy już nie łzawią hektolitrami. może jednak wyzdrowieję?
a, i zakochałem sie w lesbijce. ja chyba jednak nigdy nie znajdę kogoś normalnego.
mam jej robić zdjęcia, pobawimy sie w syd i lucy berliner* i zobaczymy co z tego wyjdzie.

* koniecznie zobacz "high art" jeśli nie kojarzysz jednej i drugiej.

do posłuchania tom waits - new york mood

27.10.2013 9.36 (0)

polazłem na portobello market w notting hill. i powiem wam, że krakowski kazimierz ze swoim marnym targiem to jakaś wiejska potańcówka w porównaniu z tym tutaj. prawdziwy targ, tzn jedna ulica pełna kupców, sprzedających. stragany wypchane po brzegi towarem. stoiska z trylionem różności. jedyne czego mi tu na prawdę brakowało, to oli, która jak ją znam kupiłaby pewnie połowe tych rzeczy. i wcale bym się jej nie dziwił. jasne, że połowa to tandeta, ale sporo też fajnych perełek.
wrzucam malutkie zdjęcie, bo niestety nie pomyślałem, że po przeróbkach się "lekko" zmniejszy.
jeśli będziecie w londynie, wpadnijcie tu w sobote.

do posłuchania weather report - black market

26.09.2013 23.12 (1)

sto lat za ostatnim wpisem
no ale po kolei. po pierwsze, olka była w londku na tygodniowym urlopie, także wybawiliśmy się tak trochę. wiadomo, oxford street, hard rock cafe i troche guinnessa. ola jest miłośniczką czarnego piwa z irlandii, i jak twierdzi, nie ma nic lepszego niż zimny guinness prosto z beczki. może faktycznie ma racje? nie wiem, ja zostane przy swoim gejowskim ciderze.
poza pracą niewiele się dzieje. ciągle siedzę w tym miejscu, którego już powoli szczerze nienawidzę. kasa kiepska, atmosfera coraz gorsza. jasne, że wytrzymam, ale fajnie byłoby jednak już robić coś swojego. nie będę się rozpisywał zbytnio, bo i tak z setek milionów wiadomości na fejsie wnioskuję, że macie to w dupach.
trzymajcie się ciepło i do następnego!

do posłuchania tim minchin - so long
10.08.2013 21.09 (0)

it's london baby!

pierwszy dzień od prawie 3 tygodni zapieprzania bez przerwy. wolną sobotę postanowiłem wykorzystać na łażenie z cv po niektórych miejscach. wiecie, kina, bfi, sklepy filmowe. wszędzie niestety zostałem odprawiony z kwitkiem, poza jednym kinem na covent garden i bfi, gdzie powiedziano mi, żeby po prostu skrobnął maila na konkretny adres.

miałem też okazję podjechać do naszego sklepu na borough market w południowej części miasta. i powiem wam szczerze, że czegoś takiego nie widziałem nigdy. niby zwykły targ, ale tak malowniczy, tak uroczy. po prostu coś genialnego. tłum ludzi, mnóstwo turystów, wszędzie zapachy pysznego jedzenia, ogrom win, serów, mięsa. kupcy zachęcają do kupienia tych smakołyków. czekam aż olka przyjedzie do mnie we wrześniu i połazimy po takich magicznych miejscach tego miasta.

no i jeszcze miałem okazję posłuchać the king's parade. świetnie grają, robią ogromne wrażenie. to miasto podoba mi się coraz bardziej.

do posłuchania xavier rudd - spirit bird

02.08.2013 10.38 (1)

silvi marina, silvi alta

naszła mnie niedawno myśl, że fajnie byłoby pojechać znowu do włoch nad adriatyk. posiedzieć tam ze 2-3 tygodnie. gdy byliśmy mali z olą, rodzice zabierali nas na wakacje do włoch co roku, zawsze w znane nam wcześniej miejsca. i tak sirmione, jezioro garda, silvi alta, silvi marina, mediolan, dairago, oklepana wenecja czy rzym. i teraz, kilka lat temu santa severa. fajnie byłoby jednak zrobić sobie przejażdżkę samochodem, a nie samolotem i nic nie widzieć po drodze. może kiedyś znowu tam wrócimy. kto wie.

londyn na razie bez zmian. raz pada, raz 30 stopni w cieniu. fajnie tu jest mimo wszystko. wiadomo, że nie paryż, ale i tak jest ok. we wrześniu olka wpada na szoping. ciekawe czy jej się spodoba? myślę, że będzie zadowolona.

do posłuchania tarkan - aşk gitti bizden

< prev
2015
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006