02.07.2013 23.18 (3)

półtora miesiąca za mną

jeśli ktoś jeszcze tu zagląda regularnie, to przepraszam, że pisze notki w tak ogromnych odstępach czasowych. po prostu od zmiany miejsca zamieszkania codziennie dzieje się tak wiele, że ciężko znaleźć czas na pisanie bloga. póki co, pracuję na dwie zmiany, w sklepie z pamiątkami z londynu, a także w sklepie z luksusowymi czekoladkami. obie prace maja plusy i minusy, ale nie ukrywam, że wolałbym pracować tylko w sklepie z czekoladkami. po pierwsze atmosfera jest inna, lepsza, milsza, a po drugie, o wiele szybciej łapię angielski. w drugim sklepie mnóstwo klientów to obcokrajowcy, których angielski pozostawia wiele do życzenia. nie wspominają o polakach, którzy jak tylko usłyszą, że jestem z polski to od razu "są uratowani". w sklepie z czekoladkami klientami są przeważnie brytyjczycy, bardzo zamożni, którzy są w stanie wywalić 60 funtów na pudełko z 10 czekoladkami. no, a co najważniejsze, jedyna opcja porozumiewania się to angielski, który z czasem będzie u mnie chyba lepszy niż obecnie.
co do samego londynu, jestem nadal potwornie zachwycony. mam ciągle takie dziwne myśli, że mieszkam w wielkim mieście, gdzie absolutnie wszystko jest możliwe. wystarczy przeczekać i kombinować. w krakowie takie coś by nie przeszło. ba! nie tylko w krakowie, ale i w całym kraju, za którym wcale nie tęsknię. no, oczywiście poza tadkiem, olą i tomkiem. no i kilkoma znajomymi :)
niestety, od ok 2 tygodni niewiele miałem czasu na zwiedzanie czy szwendanie się po mieście, mam nadzieję, że z czasem nadrobie. będzie jeszcze z trylion okazji. póki co, zaiwaniam ile wlezie, i jak powiedział mi tadek, biorę maksimum zmian w pracach. na szaleństwa i bezsensowne wydawania kasy jeszcze przyjdzie czas. chodź pierwsza rzecz, na jaką chcę wydać kasę, to nowy macbook air, który nie jest tu aż tak drogi jak np w polsce, gdzie jest traktowany jako towar luksusowy. tutaj, w londynie, macbooki maja prawie wszyscy.
chciałbym też jeszcze wspomnieć, że póki co, poznałem tylko ludzi z pracy. niektórzy przemili, inni wkurwiający na maksa. ale o tych drugich to kiedyś tam. na razie wstrzymuję lejce i przeczekuję, dopiero z czasem wybuchnę.
mam nadzieję, że u was wszystko ok i jakoś żyjecie. trzymajcie się dzielnie i do następnego wpisu.

do posłuchania wes prince shaw - answer me

22.06.2013 22.38 (0)

pewnie znacie instagram.
od niedawna można dzięki tej aplikacji kręcić 15 sekundowe filmy.
poniżej mój pierwszy.
kolejne będą już ciekawsze.

a w tle laura gibson - la grande

01.06.2013 10.16 (1)

beverly hills video

dzisiaj trochę o czymś innym, niż o londynie.
około tygodnia przed wyjazdem w internecie pojawiła się informacja, że sieć wypożyczalni beverly hills video zostaje zamknięta. chciałbym coś więc o tym napisać, z racji tego, że - pewnie niektórzy wiedzą - miałem okazję przez ok 4 lata pracować w tej sieci.
wszystko zaczęło się w 2003 roku, kiedy przeniosłem się do krakowa na studia. nie dostałem się wtedy na uj na filmoznawstwo i coś trzeba było robić przez wakacje. w jednej z gazet znalazłem ogłoszenie, że szukają pracowników do jednej z wypożyczalni w krakowie. wydrukowałem wiec marne cv, bez doświadczenia oczywiście, bo co to jest nakręcić kamerą vhs film reklamowy o ogólniaku, plus działalność w samorządzie studencki, która bawiła mnie przez ok. 2 dni. pamiętam, że pomyliłem daty rozmowy o pracę, przyszedłem 2 dni wcześniej wystrojony jak szczur na otwarcie kanału. pamiętam jak przyszli współpracownicy chichotali jak wychodziłem z wypożyczalni. na rozmowie kierownik regionalny zapytał mnie o ulubiony film. poleciłem mu "ronin" z robertem de niro i jean reno. potem w niedziele zadzwonili do mnie, że mam prace i żebym się wstawił jak najszybciej.
generalnie z wypożyczalnią mam masę miłych wspomnień. przede wszystkim ludzie: paweł, agnieszka pająkowa, patrycja (zrobiłem jej z trylion zdjęć), alina, lasyk, kuba, aśka gniewska, tomek fastyn, jarek sokół (kierownik), kinga (moja najlepsza przyjaciółka). pamiętam też masę ludzi, którzy przewijali się po drodze, taki gość, który jechał wtedy do londynu pracować; dziewczyna, chyba karolina, która przegrywała mi pierwsze płyty cd z muzyką buddha bar; sandra, która zrobiła w konia wszystkich, bo była w ciąży, ale ukryła ten fakt, i kiedy podpisała umowę, pojawiła się ze zwolnieniem lekarskim i nikt nie mógł jej przez rok ruszyć. pamiętam też masę klientów, fajniejszych, gorszych. miło wspominam zakłady między pracownikami, o to, kto wciśnie klientowi np.: 3 filmy na literę "m". albo rozmowy w stylu "o czym jest film martwe ptaki?" "to horror ornitologiczny proszę pana". do tego masa imprez w krakowskich klubach, na miasteczku agh. i noclegi u agnieszki, bo mieszkała przy alejach więc zamiast wracać do domu, szliśmy spać do niej.
miło wspominam też wieczne porządki w piwnicy pod sklepem, roznoszenie kaset po półkach i pobijanie rekordów, kto więcej pudełek uniesie (chyba hubert wygrał z 30 kasetami w rękach). pamiętam też taką miłą dziewczynę, która na 2 piętro chciała wnieść mopa, ale na schodach mop się wywrócił i cała woda zalała wypożyczalnie. pamiętam też jak wprowadzaliśmy do sprzedaży wina, i chyba 3 dnia, półka z winami się przewróciła i cuchnęło jak w rozlewni jeszcze przez tydzień. pamiętam też spożywczaka obok, miłego pana listonosza, nocne autobusy z pracy, gdzie wracali np studenci z gitarami i śpiewali przez całą drogę. pamiętam też święta spędzone w pracy, sylwestry, gdzie pod koniec dnia leżało ze 30 filmów na półkach, bo ludzie brali dosłownie wszystko. pamiętam też moment, jak do wypożyczalni wchodziło dvd. była wtedy 1 półka z płytami i jak ktoś pożyczał, to wiadomo było, że bogaty, bo ma odtwarzacz dvd. albo wieczne reklamacje, że "płyta na kompie nie chodzi". albo gdy była premiera władcy pierścieni i dostaliśmy sporo kopii kaset z tym filmem, przez co zajęte były 2 regały tylko jednym filmem. i nagle podchodzi klient i prosi o pomoc w znalezieniu tego filmu, na co tomek fastyn mówi, że już idzie pomóc, i mijając mnie mówi do mnie "bo w końcu leży tam tylko 400 pudełek". albo nocne inwentaryzacje, gdzie alina wcześniej się zmywała do domu, bo rano otwierała. no i zmiany typu "na rano", "na wieczór" i "dopalacze" (czyli troche tego i troche tego).
wypożyczalnia to było miejsce magiczne. setki filmów, nieprzespane noce, bo oglądało się po 3-4 filmy na raz. albo "piszczkowanie" kaset i pudełek, żeby nikt ich nie ukradł. no i pracownicze "wigilie" gdzie wszyscy upijali sie do nieprzytomności. pamiętam też jak tworzyliśmy dział filmów ambitnych, np od "spi", albo dział erotyki. miło wspominam wiecznie rozwalające się szuflady z kasetami, tą naszą zagrodę z dziwnym amerykańskim systemem komputerowym, który jeszcze dziś mógłbym z zamkniętymi oczami obsługiwać.
jak sobie myślę, o tych początkach w krakowie, tej pierwszej pracy, która wiele mnie nauczyła, setki obejrzanych filmów, to jest mi przykro, że era kaset już jest skończona. beverly hills było genialnym miejscem, które dało mi wiele przefajnych wspomnień. życzę wszystkim podobnej pracy, żeby potem po latach, mieć takie wspomnienia jak ja mam.

do posłuchania porcupine tree - sentimental
27.05.2013 23.48 (3)

4 dzień w londynie

jestem już w sumie 4 dzień w londynie (wtorek). nie będę pisal, że brakuje mi oli, tadka i tomka, bo to oczywiste. troche ten smutek zabija radość bycia w tym mieście, ale uważam, że z czasem wszystko sie ułoży.
londyn to przedziwne miasto. są tu ludzi z każdego zakątka świata. wszystkie religie, nacje i kultury sąsiadują ze sobą. nie tylko w zamkniętych dzielnicach, ale dosłownie na każdym kroku. moim zdaniem londyn nie jest dla wszystkich. ksenofob, rasista czy zagorzały fan pisu nie odnajdą się w tym mieście.
nie tylko miasto zadziwia. zwracają uwagę takie drobnostki, których w polsce nie uświadczysz, dziwne przystanki z siedzeniami "na przeczekanie", zlew z dwoma kranami, spłuczka do kibla na zasadzie zawiasu. do tego piętrusy, taksówki, czerwone budki telefoniczne, żołnierze w tych śmiesznych czapkach w stylu march z simpsonów. do tego dochodzi cudowna architektura, i takie - czego w polsce nie ma - zorganizowanie. weźmy np autobus, tu nie do pomyślenia jest wejście tylnymi drzwiami. tu dres, staruszka, skinhead czy mason zawsze wchodzą przednimi drzwiami i odcisną, jak to tu mówią polacy "ojsterkę". albo schody w metrze czy w centrach handlowych: stoisz po prawej (zawsze), idziesz po lewej. chaos jest tylko na ulicach, ale tak jest wszędzie. no i przejście na czerwonym świetle, jest tutaj dozwolone, tylko trzeba uważać, bo jeżdżą tu jak na ukrainie.
dziś był dzień wolny od pracy, święto. byłem wiec na camden town, szukać pracy. miałem jednak okazję poszwendać się po okolicy. akurat był targ, wydarzenie nie do opisania, mnóstwo kolorów, świateł, ciuchów, sklepów, jedzenia od turków czy azjatów. tysiące sklepów z pamiątkami z londynu, anglii, podobizną królowej, kate i łiliama.
pochodziłem też po kinach, to w sumie dobry pomysł na pracę tutaj, bo i filmy za darmo, a i trochę "przemysł" filmowy. fajnie byłoby dostać pracę w takim miejscu. a, i byłem też w wypożyczalni płyt dvd. właściciel zapytał mnie o doświadczenie :P
powoli przyzwyczajam się do tego szaleństwa, tej stolicy świata. wszystkim polecam choćby tydzień wakacji w tym mieście. a najbardziej czekam na ole, z którą połazilibyśmy po mieście.

waga: 99,5 kg.
alkohol: 1 piwo, 2 kieliszki wina
dżojsy: 0

do posłuchania air - alone in kyoto, bo czuję się jak bob z "lost in translation" (jeśli widzieliście film, wiecie o czy mowa i co to za kawałek)

24.05.2013 22.01 (1)

londyn

pierwszy dzień w londynie. ale jak było po kolei?
no więc zdecydowałem sie na autobus, z racji tego, że bilet na samolot z tygodniowym wyprzedzeniem był ogromnie drogi i musiałem odpuścić. w krakowie wsiadłem wiec w autobus do chorzowa, gdzie po przesiadkach we właściwy autobus zaczęła sie droga do londynu. jakie spostrzeżenia? autostrady w niemczech są pierwszej klasy, 3 pasy tak gładziutkie jak pupa niemowlaka, po prostu pozazdrościć. co do holandii i belgii, lekkie gówno niestety, beton na przemian z koleinami i przeważnie dwoma pasami. w niemczech dodatkowo zaskoczyło mnie coś mega pozytywnego na stacji (pewnie moja polaczkowość wyjdzie teraz ostro, ale co tam). otóż kupuję za 2 euro colę, daję panu w kasie 5 euro, on pakuje je do takiej dziwnej maszynki, a po chwili z drugiej strony (mojej) wypada reszta. szczerze, nie widziałem czegoś takiego. co do reszty ogromne wrażenie zrobił na mnie euro tunel. długo czekaliśmy, po drodze oczywiście francuzi musieli zrobić przeszukanie, brytole to olali, ale sama przejażdżka mega. autobus wjeżdża do wielkiego wagonu, przypominającego wielką szarą lodówkę, zawiasy się zamykają i ruszamy. można oczywiście chodzić po wagonach. fajnie trzęsie, bardzo przyjemne przeżycie. wycieczka trwa 30 minut. co do anglii, po prostu boska! śliczna! te kamienice w londynie, ludzie, wielokulturowość, mnogość przeróżnych zjawisk. po prostu powalające wrażenia. co do mieszkania. na razie siedzę u tanji, koleżanki mojej siostry, w niedzielę przenoszę się do mieszkania w 3 strefie, w dzielnicy północnej. mieszkanie już widziałem, bardzo czyste, zadbane, a co najważniejsze - tanie, jak na londyn. jest też szansa, że we wtorek miałbym od razu pracę. wszystko oczywiście w powijakach, ale jestem dobrej myśli. wpadajcie na bloga oczywiście, sporo pisania i wrażeń. pozdrawiam!
(a na zdjęciu poniżej, mieszkanie tanji)

waga: 99,0 kg.
alkohol: 0
dżojsy: 0

do posłuchania lucy rose - shiver

18.05.2013 11.09 (3)

holandia w londynie

poprzedni wpis był o holandii. że tam jadę, że będę robił karierę na wózku widłowym i w ogóle. poszedłem więc do biura we czwartek podpisać umowę, dowiedziałem sie wszystkiego i ogarnęła mnie panika. mianowicie z umowy wynikało wiele nieciekawego dla mnie. a i pieniądze kiepskie, i warunki mieszkaniowe fatalne. z resztą sami zobaczcie, gdzie miałem mieszkać. po prostu zwątpiłem. pół nocy nie spałem i wreszcie podjąłem decyzję. zdecydowałem, że lepiej jednak jechać w ciemno do londynu. nie mam na razie pracy, nie mam też gdzie mieszkać. jednak bilet kupiony na czwartek, wiec do czwartku jest czas na ogarnięcie mieszkania. bo jak wszyscy mówią, pracy lepiej już szukać na miejscu. tadek obiecał, że pogada z kolegą ze studiów, który tam mieszka, może on pomoże. jeśli nie, to muszę wszystko ogarnąć sam. sporo też pomogła ola, bo dzięki niej nawiązałem kontakt z jej koleżanką z londynu no i może chociaż na początek pomoże mi coś np. z mieszkaniem ogarnąć. póki co jestem bardzo podekscytowany no i czekam do czwartku. pozdrawiam ;)

wzorem bridget jones
waga: 99,4 kg.
alkohol: 1 piwo
dżojsy: 0

do posłuchania the beatles - all you need is love. jakoś z anglią mi się to kojarzy najbardziej :)

14.05.2013 22.02 (3)

holandia

stało się. zadzwonili do mnie z biura pracy, że jest robota w holandii. nie wiem jeszcze gdzie, ile, dlaczego, po co, za co, w jakim stanie itp itd. najważniejsze, że jadę. we czwartek podpisuję umowę i wyjazd w sobotę. od środy w przyszłym tygodniu regularna praca. pierwszy krok do londynu i szkoły zrobiony! w związku z tym, blog trochę na taki podróżniczy się zmienia, nie wiem kiedy coś wrzucę, bo nie wiem czy na miejscu będzie internet. nie wiem też w jakich okolicznościach uda mi się coś sfotografować. niemniej biorę canona i iphona (z nowymi nakładkami). postaram się trochę przybliżyć co u mnie, co porabiam itp. jeśli nadal tu jeszcze zaglądacie, to fajnie będzie komuś to wszystko pisać. statystyki mówią mi, że ktoś tam zagląda, więc zapraszam dalej. trochę żałuję, że blog nie nazywa się jak dawniej, bo wtedy nazwa byłaby adekwatna do tego wszystkiego, co teraz będzie się dziać. przy okazji zapraszam tutaj. tam sporo będę też wrzucał, bo to dość szybka forma prezentacji zdjęć.

a więc zaczynamy.
waga: 100 kg.
alkohol: 0
dżojsy: 0

do posłuchania the ecstasy of saint theresa - for that moment
2013-04-27 11:36
27.04.2013 11.36 (3)

paweł

i już ostatnie z pawłem. no chyba, że kiedyś tam zrobimy kolejne. w przyszłym tygodniu zapowiedziały mi się dwie dziewczyny na kawę, także kilka nowych zdjęć przy okazji zrobię.

a do posłuchania madonna - cherish

2013-04-23 13:41
23.04.2013 13.41 (2)

paweł

tak jak obiecałem, kilka zdjęć pawła z niedzielnego popołudniowego spotkania fotograficznego. chyba wyszły fajnie, mnie się podobają.
w chwili obecnej nadal czekam na oferty z otto z holandii. jestem jednak troche zmartwiony, bo rejestrowałem się jakieś 2 tygodnie temu,
a póki co nie ma żadnej odpowiedzi. wiem, że od telefonu od nich do przeniesienia się do holandii to będzie szybki desant, ale wolałbym wiedzieć wcześniej czy coś jest czy nie. a taka niepewność po prostu dobija.
no i nie ukrywam, chętnie poszedłbym na jakieś zdjęcia znowu. przydałaby się jakaś urocza dziewczyna.
przy okazji zapraszam tutaj. sporo fajnych zdjęć.

do posłuchania isobel mai - stay. wiem, że muzyka kompletnie nie pasuje do zdjęć, ale bardzo lubię ten utwór





< prev next >
2017
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006