23.02.2013 19.44 (4)

basia
* wpisy będą, ale we właściwym czasie
** panie pobłogosław adobe lightroom 3!
do posłuchania femi kuti - sorry sorry

26.03.2013 9.36 (3)

paulina

tak się składa, że za niecały miesiąc mam deadline na złożenie dokumentów do kilku szkół filmowych w londynie, bo tam zamierzam startować. paryż po prostu nie oferuje students loan, co natomiast jest w londynie. czy sie dostanę? szczerze, sądzę, że nie, ale zawsze jakaś przygoda. namówiłem rafała śpiewaka, artystę z krakowa, by był bohaterem filmu, który chcę zrobić do tzw. teczki. rafał jest chyba trochę zawiedziony moim pomysłem na film, ale o dziwo, nadal chce wziąć udział w projekcie.

wpisy chciałem zacząć umieszczać od londynu, czyli pewnie nigdy, ale tak wiele się dzieje, że może czas zacząć wcześniej

paulina to bardzo ciekawa postać. producent muzyczny z bardzo interesującym gustem. poznaliśmy się w zeszłym roku, bo razem dostaliśmy się na produkcję na uś w katowicach. na początku był zgrzyt i spięcie, dopiero z czasem okazało się, że nadajemy na tych samych falach. tu na zdjęciu jesteśmy w biedrze, sklepie przeznaczonym dla bogatych ludzi, którzy po prostu wolą inwestować w tańsze produkty, żeby zaoszczędzone pieniądze inwestować w inne produkty. nie wiem czy wiecie, ale wiśniówka 0.7 jest teraz po 17,99 zł. napój ten mogliśmy skosztować w miłym lokalu u olki, magdy i michała.

zabawa oczywiście rozkręca się powoli. wszyscy się schodzą i najpierw wolą pomrozić napoje. są żarty, kawały, historyjki z uczelni, tradycyjne obrabiane dup znienawidzonych "kolegów" z uczelni. w końcu pojawia się muzyka, delikatne tańce, wszyscy chcą dorwać się do komputera, żeby pokazać nowe odkrycia z całego tygodnia. na końcu jednak pojawia sie prośba "paulina ratuj impreze". po drodze jest jeszcze majdeline, skoki na wszystkich, rozlany alkohol na densflorze, strażnik balkonu, czyli maras, który przesypia 3/4 imprezy. aż dziw, że nikt go nie pomalował czy rozebrał. jest jeszcze marta, która znika i włącza się jej traveler mode. oczywiście jest śniadanie o 3 w nocy. a rano, głód, zmęczenie, wstyd, zażenowanie i dalszy ciąg balangi. "zostajemy?" "nieeee jedźcie już, widzimy się za dwa tygodnie"

do posłuchania michael jackson - who is it

2013-04-06 10:53
06.04.2013 10.53 (1)

byłam w zakładzie psychiatrycznym jako [...] (oprócz mnie były też w tym pokoju 3-4 inne dziewczyny).
pokój był bardzo dziwny, bo po jednej stronie było kompletnie pusto, po drugiej, przy ścianie stały 3-4 łóżka. tańczyliśmy w tym pokoju i czułam że jestem w nim uwięziona. tzn. że nigdy go nie opuszczałem i całe życie w nim byłam. tańczyliśmy w tym pokoju do jakieś muzyki i ogólnie robiliśmy sobie przyjęcie. w pokoju był z nami jakiś mężczyzna, chyba lekarz, bawił się z nami, i nic z jego strony nam nie groziło.
w pewnym momencie drzwi się otworzyły i do pokoju weszło 2 potężnych mężczyzn w garniturach. obaj byli dyrektorami placówki, ten ważniejszy miał garnitur w kolorze niebieskim. trochę przypominał faceta z dawnej reklamy slim fast z lat '90. obaj byli bardzo zdenerwowani tym co działo się w pokoju. byli przede wszystkim bardzo zdenerwowani na tego lekarza, który bawił się z nami. po chwili zapytał kto był pomysłodawcą imprezy. wszyscy zgodnie odpowiedzieli, że ja. w końcu ten główny dyrektor zdecydował, że za kare lekarz przez 1 dzień zostaje z nami. wtedy ja włączyłam się do rozmowy i zapytałam, lekko pijana, że może ja też dostanę karę i na 1 dzień wypuszczą mnie do tego cholernego niebezpiecznego świata. wtedy ten w niebieskim garniturze podszedł do mnie bardzo blisko, pchnął mnie na ścianę i dosłownie oparł się o mnie swoim wielkim ciałem. po chwili powiedział "zgoda. ty wychodzisz z nami na 1 dzień, ty (wskazując na lekarza), zostajesz tutaj na 24 godziny". pamiętam, że wychodząc, odwróciłam głowę do pozostałych i uśmiechałam sie do nich, bo w końcu udało mi się wyrwać z pokoju na 1 dzień. one też z pokoju się do mnie uśmiechały. lekarz nie, siedział tylko pod ścianą z podniesionymi kolanami i opartą o nie ręką i szlochał lekko. wyraźnie nie był zadowolony.
dalej szliśmy już bardzo długim korytarze. wszystko to przypominało kadry z terminatora, kiedy sarah wydostaje się z pokoju i biega po korytarzach, szukając wyjścia. po jednej stronie korytarza były drzwi do różnych pokoi, po drugiej ścianę zastępowały okna. widać było całe miasto, jak na dłoni. noc była ciemna, a miasto rozświetlały żółte i białe światła. widać było bloki, mieszkania, pozapalane światła w oknach. szliśmy tym korytarzem bardzo, bardzo długo, skręcaliśmy co jakiś czas ciągle w lewo. w pewnym momencie mijaliśmy pokój. zatrzymaliśmy się, ten w niebieskim garniturze chciał mi coś pokazać. weszliśmy do pokoju. było bardzo ciemno. pokój rozświetlały jedynie światła miasta przez okna. w środku były już 2 osoby, jacyś lekarze ubrani na biało. wtedy ten w niebieskim garniturze kazał tym dwóm, którzy już byli w środku, włączyć projektor. na ścianie pojawiły się słowa jakieś piosenki. ten w niebieskim garniturze, chciał, żebym nauczyła się piosenki, bo rzekomo miała mi ona pomóc przetrwać całe 24 godziny. po chwili wychodziliśmy już ze szpitala i był poranek. bardzo jasny, było zimno, jak wtedy kiedy w wakacje wychodziło się już o 5 rano z domu na boisko przed czwórką.
dzień był bardzo dziwny, bo szykowaliśmy się na wesele kogoś z rodziny tego w niebieskim garniturze. miałam na sobie już ubraną białą zwiewną sukienkę, przepasaną niebieskim paskiem. do tego białe baletki. wyglądałam bardzo uroczo. pamiętam jedynie, że nie miałam spiętych włosów i żadnych pierścionków czy naszyjników. niebieski opowiadał wszystkim, że jestem jakąś kuzynką czy coś takiego. pamiętam, że rodzina bardzo szybko mnie zaakceptowała. po chwili, byliśmy już w kościele. był ogromny, przypominał ten ze [...], ale był 3-4 razy większy. dach był spadzisty, okna trójkątne, bardzo długie. kościół wydawał się nieograniczony. w środku było pełno ludzi. mnóstwo osób z całej rodziny. ja siedziałam z tyłu, nie wolno mi było usiąść bliżej. z tyłu ze mną siedzieli też ci z kategorii wyrzutki, wredni kuzyni całej rodziny, którzy popalają, lubią robić sobie psikusy itp. jeden z nich przypominał tego z wesela [...]. w trakcie ceremonii namówił mnie, żebyśmy wyszli na fajkę przed kościół. wstałam i poszłam z nim na papierosa.
staliśmy obok takich słupów podtrzymujących dach przed wejściem do kościoła. dziwne było to, że na parkingu nie było żadnego samochodu, tylko stary poczciwy samochód dostawczy - robur. pamiętam go z dzieciństwa, kiedy na ślub kaśki i jej męża w [...] jechaliśmy takim do kościoła. gdy paliliśmy fajkę, podeszła do nas taka gruba dziewczynka, lat 13-14 i powiedziała, że zdradzi temu w niebieskim, co tu robimy i że on nie będzie zadowolony. wtedy ja powiedziałam, żeby usiadła przy mnie na schodkach to zdadzę jej sekret, pod warunkiem, że nie powie temu w niebieskim, że tu siedzimy. zgodziła się. chciałam powiedzieć jej, że to wszystko to sen i na prawdę nie istniejemy. bo wszystko mi się śni. nie zdążyłam.

do posłuchania m83 - starwaves
2013-04-07 21:52
07.04.2013 21.52 (0)

magda i majdeline

tym razem tylko dwa zdjęcia, na jednym majdeline i magda, koleżanki z filmówki, na drugim świetne miejsce w katowicach: sienkieiwcza27. zdjęcia canonowskie dopiero za 2 tygodnie. umówiłem się z hajnosem na portrety. co do tych poniżej, zrobiłem je we czwartek. musiałem jechać do gliwic do pewnego biura, do katowic wpadłem po drodze, żeby zobaczyć się z dziewczynami. zarejestrowałem się też w biurze otto. było miło, kawa, herbata, ciastka, test z angielskiego i psajko test (mogę pracować w holandii, spełniam normy i nie zagrażam otoczeniu). mam takie przeczucie, że to ostatnie dni w krakozji. chyba wyrwę się z tego zadupia w końcu. a katowice? jak zwykle miło, obgadujemy znajomych, polecamy sobie strony porno, majdeline napieprza non stop głowa. no i njus z ostatniej chwili, wstrzymuję się z tymi szkołami. jak zdawać, to zdawać z jajem, a nie fotkami z dysku.

do posłuchania the bright light social hour - back and forth

2013-04-10 22:45
10.04.2013 22.45 (0)

anita

z anitą poznałem się ze 4 lata temu, zanim jeszcze dostałem się do akademii fotografii w krakowie. pamiętam, że zauważyłem ją na jakiś zdjęciach, które zrobił jej kolega na jakimś poddaszu. wyglądała fantastycznie. zrobiła na mnie wielkie wrażenie. pamiętam, że zaproponowałem jej spotkanie, żeby pogadać o ewentualnych zdjęciach. spotkaliśmy się tradycyjnie w spokoju (tradycyjnie dla mnie). pamiętam, że wyśmiała mojego nikona d80 z 50 mm obiektywem. poszliśmy wtedy do jakieś oficyny na floriańskiej, z której w trakcie zdjęć nas pogoniono. jakaś baba twierdziła, że schody, na których robiliśmy zdjęcia są prywatną własnością i wara nam od nich. poszliśmy więc na podgórze i moje ulubione schody na ulicy rękawka, które prowadzą prawie prosto do parku. tam jeszcze popstrykaliśmy kilka zdjęć. potem widzieliśmy się jeszcze w akademii fotografii, gdzie szymek szcześniak pomagał mi ze światłem w studio, potem jeszcze raz w galerii kazimierz, gdzie mju2 zrobiłem jej kilka rolek (wszystkie te zdjęcia, jeśli śledzicie bloga, już widzieliście nie raz, w wielu odmianach). to zdjęcie umieszczam, bo po pierwsze, anita wygląda na nim przerewelacyjnie. jest bardzo kobieca, ma śliczną twarz. taką subtelną. jak jest teraz, nie chcę się wypowiadać, ale przyznam, że tęsknię za tamtą anitą. chętnie też zrobiłbym jej zdjęcia, gdyby kolorem włosów wróciła do tamtych lat. zdjęcie to umieszczam także dlatego, że jest moim ulubionym, jakie zrobiłem. tzn. wykonałem je nikonem, poprawiłem oczywiście w instagramie, efekty moim zdaniem są świetne. a w niedziele paweł hajnos i znowu portrety. chyba już nigdy nie uwolnię się od łatki portrecisty. i jak ja mam pokazać się na egzaminach, że niezły ze mnie dokumentalista? ale może to i dobrze. nasierowska, do której daleko mi jak z ziemi do marsa jest chyba ciekawą inspiracją i fotografem do naśladowania.

do posłuchania dire straits - calling elvis

2013-04-11 23:07
11.04.2013 23.07 (2)

i znowu wymyśliłem kolejny scenariusz do czegoś, co może powstanie, a może jak setki innych moich pomysłów nigdy nie powstanie. problem polega na tym, że ja po pierwsze zmieniam zdanie średnio co pół roku, a po drugie interesuje mnie tak wiele rzeczy, że to po pierwsze. owszem, zdarzyło mi się wymyślić kilka rzeczy niebanalnych. większość to jednak totalne gnioty. czy i tym razem tak będzie? otóż chyba nie, ponieważ pomimo, że czeka mnie wózek widłowy gdzieś na przedmieściach amsterdamu (tak tak, tak kończą filmowcy-marzyciele, a raczej marzący-o-byciu-filmowcem). pomysł jest jednak genialny, w moim mniemaniu. jest oczywiście o mnie. ktoś mi kiedyś powiedział, że pierwsze dzieło to autobiografia, opowieść o tym co już było, o tym co chcieliśmy powiedzieć, a zawsze się baliśmy, ale pewnego dnia przychodzi taki moment, że opowiedzieć trzeba, bo to siedzi już tak głęboko w środku i tak pęcznieje, że za chwilkę się rozlecisz. najgorsze jest to, że musisz to zrobić, bo po pierwsze chcesz, żeby wszyscy się wreszcie dowiedzieli, a po drugie, nic innego nie masz do opowiedzenia i z braku-laku to robisz. czy rzeczywiście trzeba? pewnie, że trzeba. kurwa, na tym życie polega, że jesteś z tym szajsem i opowiadać musisz, żeby inni zareagowali. wszyscy to robią. jedni poprzez dzieci, inni wydają chujowe książki, inni jeszcze robią kiepskie filmy i jeszcze gorsze piosenki. albo napieprzają instagramem zdjęcia ze ogniska na miasteczku studencki. patrzcie! jestem na agh! fuck wszystko, jestem studentem! zatem, kolejny już, setny chyba plan, wózek i pisanie, bo muszę, bo chcę, bo ten oskar sam się nie przyzna. bo złota palma trafi znowu do innego/innej. bo zwyczajnie trzeba opowiedzieć kim tak naprawdę jestem. bo ja wiem, ty nie. a może warto, żebyś wiedział, bo wtedy zrozumiesz dlaczego jestem taki a nie inny. do dzieła! ps. maciek, po festiwalu dostaniesz wstępny materiał!

do posłuchania ólafur arnalds - Þú ert jörðin
2013-04-14 19:40
14.04.2013 19.40 (1)

z pawłem znam się od mniej więcej roku. poznaliśmy się na festiwalu film spring open, organizowanym przez pana sławomira idziaka. ja wtedy byłem kierownikiem produkcji w pewnej produkcji tzn. grupy francuskiej, paweł natomiast miał tam swój epizod. pamiętam, że paweł jako jedyny był zawsze przygotowany do roli, nigdy nie mylił tekstu, i co najważniejsze, umiał słuchać. potem jakoś kontakt się urwał. teraz widzieliśmy się 2 tygodnie temu, tak na chwilkę, dzisiaj natomiast na zdjęcia. generalnie zrobiłem 1 rolkę filmu. uważam, że tyle absolutnie wystarczy. paweł jest bardzo miłym facetem, bardzo pogodnym. jako aktor jest bardzo pozytywny, uśmiechnięty. poza tym, wcześniej pisałem o pewnym pomyśle na film. uznałem więc, że paweł doskonale się nadaje do pewnej roli. poniżej wrzucam jedno zdjęcie, zrobione tradycyjnie telefonem. na resztę, zrobioną już canonem zapraszam niedługo.

do posłuchania moja od niedawna ulubiona lucy rose z kawałkiem shiver

2013-04-19 0:12
19.04.2013 0.12 (1)

gdy jest taka fajna pogoda, jak teraz, zawsze nachodzi mnie na wspomnienia z wyjazdami do włoch. fajny był ten ostatni, który kilka lat temu zrelacjonowałem na blogu. niestety sporo zdjęć poznikało z bloga i na dysku mam jedynie strzępki. na szczęście sporo zdjęć zrobił bodzio, więc co nie co mogę powspominać. a wycieczka była nietypowa, bo w jedną stronę pojechaliśmy samochodem, potem się rozdzieliliśmy, i do krakowa wracałem z olą samolotem. ot, taki prezent od taty na gwiazdkę, bilety lotnicze. generalnie to był super intensywny tydzień, wenecja, rzym, santa severa z morzem i fajną plażą (poza sezonem, więc nikogo nie było poza nami). jeszcze padwa, i jakaś pipidówa pod bratysławą. lubię teraz sobie włączać piosenki, których wtedy słuchaliśmy, przypominam sobie zapachy, smak tego co jedliśmy i piliśmy (np. lubię pić nestea, bo smakuje identycznie jak tamta z włoch, ale tylko brzoskwiniowa, bo cytrynowa już nie). fajnie byłoby wygrać w totolotka i kupić tam jakiś pensjonat i sobie go prowadzić (może dorobie się na wózku :P). a tak poważnie, fajnie byłoby znowu choć na 2 tygodnie tam wrócić, w te wszystkie miejsca. dorzuciłbym jeszcze sirmione nad jeziorem garda, gardaland, wioski pod mediolanem i obowiązkowo silvi marina z domkami z agencji macrinum.
no a tu i teraz, to nadal oczekiwanie na telefon z otto na przemian z instagramem. no i byłem dzisiaj przypadkowo w sanktuarium żą pol bisa. strasznie kiczowate wnętrza. jest też sala, jak z filmów historycznych, gdzie po środku stoi stół z wmurowaną jakąś tam relikwią papieża. olka twierdzi, że to napletek papieski.
no i na dniach zdjęcia z pawłem, wprawdzie jedna rolka, ale pełna ciekawych kadrów.

do posłuchania taki hit, który kojarzy mi się z tamtym wyjazdem tina turner - confidential

2013-04-20 1:00
20.04.2013 1.00 (1)

paweł

na razie wrzucam jedno zdjęcie. z całej rolki jest kilka fajnych do lekkiego poprawienia. tradycyjnie canonet sprawia się świetnie. nie wiem jak to jest, ale jakikolwiek film do niego włożę, efekty zawsze są ciekawe. to naprawdę dobry aparat. oczywiście nie pogardziłbym szerszym obiektywem, ale 40 mm to żadna tragedia.
po niedzieli wrzucę resztę z jakimś opisem. tymczasem!

do posłuchania the lumineers - koncertowo

< prev
2017
2016
2015
2014
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006