anita

z anitą poznałem się ze 4 lata temu, zanim jeszcze dostałem się do akademii fotografii w krakowie. pamiętam, że zauważyłem ją na jakiś zdjęciach, które zrobił jej kolega na jakimś poddaszu. wyglądała fantastycznie. zrobiła na mnie wielkie wrażenie. pamiętam, że zaproponowałem jej spotkanie, żeby pogadać o ewentualnych zdjęciach. spotkaliśmy się tradycyjnie w spokoju (tradycyjnie dla mnie). pamiętam, że wyśmiała mojego nikona d80 z 50 mm obiektywem. poszliśmy wtedy do jakieś oficyny na floriańskiej, z której w trakcie zdjęć nas pogoniono. jakaś baba twierdziła, że schody, na których robiliśmy zdjęcia są prywatną własnością i wara nam od nich. poszliśmy więc na podgórze i moje ulubione schody na ulicy rękawka, które prowadzą prawie prosto do parku. tam jeszcze popstrykaliśmy kilka zdjęć. potem widzieliśmy się jeszcze w akademii fotografii, gdzie szymek szcześniak pomagał mi ze światłem w studio, potem jeszcze raz w galerii kazimierz, gdzie mju2 zrobiłem jej kilka rolek (wszystkie te zdjęcia, jeśli śledzicie bloga, już widzieliście nie raz, w wielu odmianach). to zdjęcie umieszczam, bo po pierwsze, anita wygląda na nim przerewelacyjnie. jest bardzo kobieca, ma śliczną twarz. taką subtelną. jak jest teraz, nie chcę się wypowiadać, ale przyznam, że tęsknię za tamtą anitą. chętnie też zrobiłbym jej zdjęcia, gdyby kolorem włosów wróciła do tamtych lat. zdjęcie to umieszczam także dlatego, że jest moim ulubionym, jakie zrobiłem. tzn. wykonałem je nikonem, poprawiłem oczywiście w instagramie, efekty moim zdaniem są świetne. a w niedziele paweł hajnos i znowu portrety. chyba już nigdy nie uwolnię się od łatki portrecisty. i jak ja mam pokazać się na egzaminach, że niezły ze mnie dokumentalista? ale może to i dobrze. nasierowska, do której daleko mi jak z ziemi do marsa jest chyba ciekawą inspiracją i fotografem do naśladowania.

do posłuchania dire straits - calling elvis