byłam w zakładzie psychiatrycznym jako [...] (oprócz mnie były też w tym pokoju 3-4 inne dziewczyny).
pokój był bardzo dziwny, bo po jednej stronie było kompletnie pusto, po drugiej, przy ścianie stały 3-4 łóżka. tańczyliśmy w tym pokoju i czułam że jestem w nim uwięziona. tzn. że nigdy go nie opuszczałem i całe życie w nim byłam. tańczyliśmy w tym pokoju do jakieś muzyki i ogólnie robiliśmy sobie przyjęcie. w pokoju był z nami jakiś mężczyzna, chyba lekarz, bawił się z nami, i nic z jego strony nam nie groziło.
w pewnym momencie drzwi się otworzyły i do pokoju weszło 2 potężnych mężczyzn w garniturach. obaj byli dyrektorami placówki, ten ważniejszy miał garnitur w kolorze niebieskim. trochę przypominał faceta z dawnej reklamy slim fast z lat '90. obaj byli bardzo zdenerwowani tym co działo się w pokoju. byli przede wszystkim bardzo zdenerwowani na tego lekarza, który bawił się z nami. po chwili zapytał kto był pomysłodawcą imprezy. wszyscy zgodnie odpowiedzieli, że ja. w końcu ten główny dyrektor zdecydował, że za kare lekarz przez 1 dzień zostaje z nami. wtedy ja włączyłam się do rozmowy i zapytałam, lekko pijana, że może ja też dostanę karę i na 1 dzień wypuszczą mnie do tego cholernego niebezpiecznego świata. wtedy ten w niebieskim garniturze podszedł do mnie bardzo blisko, pchnął mnie na ścianę i dosłownie oparł się o mnie swoim wielkim ciałem. po chwili powiedział "zgoda. ty wychodzisz z nami na 1 dzień, ty (wskazując na lekarza), zostajesz tutaj na 24 godziny". pamiętam, że wychodząc, odwróciłam głowę do pozostałych i uśmiechałam sie do nich, bo w końcu udało mi się wyrwać z pokoju na 1 dzień. one też z pokoju się do mnie uśmiechały. lekarz nie, siedział tylko pod ścianą z podniesionymi kolanami i opartą o nie ręką i szlochał lekko. wyraźnie nie był zadowolony.
dalej szliśmy już bardzo długim korytarze. wszystko to przypominało kadry z terminatora, kiedy sarah wydostaje się z pokoju i biega po korytarzach, szukając wyjścia. po jednej stronie korytarza były drzwi do różnych pokoi, po drugiej ścianę zastępowały okna. widać było całe miasto, jak na dłoni. noc była ciemna, a miasto rozświetlały żółte i białe światła. widać było bloki, mieszkania, pozapalane światła w oknach. szliśmy tym korytarzem bardzo, bardzo długo, skręcaliśmy co jakiś czas ciągle w lewo. w pewnym momencie mijaliśmy pokój. zatrzymaliśmy się, ten w niebieskim garniturze chciał mi coś pokazać. weszliśmy do pokoju. było bardzo ciemno. pokój rozświetlały jedynie światła miasta przez okna. w środku były już 2 osoby, jacyś lekarze ubrani na biało. wtedy ten w niebieskim garniturze kazał tym dwóm, którzy już byli w środku, włączyć projektor. na ścianie pojawiły się słowa jakieś piosenki. ten w niebieskim garniturze, chciał, żebym nauczyła się piosenki, bo rzekomo miała mi ona pomóc przetrwać całe 24 godziny. po chwili wychodziliśmy już ze szpitala i był poranek. bardzo jasny, było zimno, jak wtedy kiedy w wakacje wychodziło się już o 5 rano z domu na boisko przed czwórką.
dzień był bardzo dziwny, bo szykowaliśmy się na wesele kogoś z rodziny tego w niebieskim garniturze. miałam na sobie już ubraną białą zwiewną sukienkę, przepasaną niebieskim paskiem. do tego białe baletki. wyglądałam bardzo uroczo. pamiętam jedynie, że nie miałam spiętych włosów i żadnych pierścionków czy naszyjników. niebieski opowiadał wszystkim, że jestem jakąś kuzynką czy coś takiego. pamiętam, że rodzina bardzo szybko mnie zaakceptowała. po chwili, byliśmy już w kościele. był ogromny, przypominał ten ze [...], ale był 3-4 razy większy. dach był spadzisty, okna trójkątne, bardzo długie. kościół wydawał się nieograniczony. w środku było pełno ludzi. mnóstwo osób z całej rodziny. ja siedziałam z tyłu, nie wolno mi było usiąść bliżej. z tyłu ze mną siedzieli też ci z kategorii wyrzutki, wredni kuzyni całej rodziny, którzy popalają, lubią robić sobie psikusy itp. jeden z nich przypominał tego z wesela [...]. w trakcie ceremonii namówił mnie, żebyśmy wyszli na fajkę przed kościół. wstałam i poszłam z nim na papierosa.
staliśmy obok takich słupów podtrzymujących dach przed wejściem do kościoła. dziwne było to, że na parkingu nie było żadnego samochodu, tylko stary poczciwy samochód dostawczy - robur. pamiętam go z dzieciństwa, kiedy na ślub kaśki i jej męża w [...] jechaliśmy takim do kościoła. gdy paliliśmy fajkę, podeszła do nas taka gruba dziewczynka, lat 13-14 i powiedziała, że zdradzi temu w niebieskim, co tu robimy i że on nie będzie zadowolony. wtedy ja powiedziałam, żeby usiadła przy mnie na schodkach to zdadzę jej sekret, pod warunkiem, że nie powie temu w niebieskim, że tu siedzimy. zgodziła się. chciałam powiedzieć jej, że to wszystko to sen i na prawdę nie istniejemy. bo wszystko mi się śni. nie zdążyłam.

do posłuchania m83 - starwaves

mkyo 06.04.2013, 13:07
bardzo mi się podoba. i mieszanie rodzaju męskiego i damskiego w pierwszej osobie też.