4 dzień w londynie

jestem już w sumie 4 dzień w londynie (wtorek). nie będę pisal, że brakuje mi oli, tadka i tomka, bo to oczywiste. troche ten smutek zabija radość bycia w tym mieście, ale uważam, że z czasem wszystko sie ułoży.
londyn to przedziwne miasto. są tu ludzi z każdego zakątka świata. wszystkie religie, nacje i kultury sąsiadują ze sobą. nie tylko w zamkniętych dzielnicach, ale dosłownie na każdym kroku. moim zdaniem londyn nie jest dla wszystkich. ksenofob, rasista czy zagorzały fan pisu nie odnajdą się w tym mieście.
nie tylko miasto zadziwia. zwracają uwagę takie drobnostki, których w polsce nie uświadczysz, dziwne przystanki z siedzeniami "na przeczekanie", zlew z dwoma kranami, spłuczka do kibla na zasadzie zawiasu. do tego piętrusy, taksówki, czerwone budki telefoniczne, żołnierze w tych śmiesznych czapkach w stylu march z simpsonów. do tego dochodzi cudowna architektura, i takie - czego w polsce nie ma - zorganizowanie. weźmy np autobus, tu nie do pomyślenia jest wejście tylnymi drzwiami. tu dres, staruszka, skinhead czy mason zawsze wchodzą przednimi drzwiami i odcisną, jak to tu mówią polacy "ojsterkę". albo schody w metrze czy w centrach handlowych: stoisz po prawej (zawsze), idziesz po lewej. chaos jest tylko na ulicach, ale tak jest wszędzie. no i przejście na czerwonym świetle, jest tutaj dozwolone, tylko trzeba uważać, bo jeżdżą tu jak na ukrainie.
dziś był dzień wolny od pracy, święto. byłem wiec na camden town, szukać pracy. miałem jednak okazję poszwendać się po okolicy. akurat był targ, wydarzenie nie do opisania, mnóstwo kolorów, świateł, ciuchów, sklepów, jedzenia od turków czy azjatów. tysiące sklepów z pamiątkami z londynu, anglii, podobizną królowej, kate i łiliama.
pochodziłem też po kinach, to w sumie dobry pomysł na pracę tutaj, bo i filmy za darmo, a i trochę "przemysł" filmowy. fajnie byłoby dostać pracę w takim miejscu. a, i byłem też w wypożyczalni płyt dvd. właściciel zapytał mnie o doświadczenie :P
powoli przyzwyczajam się do tego szaleństwa, tej stolicy świata. wszystkim polecam choćby tydzień wakacji w tym mieście. a najbardziej czekam na ole, z którą połazilibyśmy po mieście.

waga: 99,5 kg.
alkohol: 1 piwo, 2 kieliszki wina
dżojsy: 0

do posłuchania air - alone in kyoto, bo czuję się jak bob z "lost in translation" (jeśli widzieliście film, wiecie o czy mowa i co to za kawałek)

stefan 01.06.2013, 11:25
A ja Cie wspominam z wyjazdu do Zakopca "służbowego" jako wysłanników murzyńskich do salonu Reserved. Mimo, że był tam zapiernicz to miło wspominam ten wyjazd bo było śmiesznie i mogliśmy sobie porozmawiać.

tomek 28.05.2013, 08:24
no dziś pada niestety, także typowa brytyjska pogoda przez cały dzień :)

sogno 28.05.2013, 04:07
a pogoda? w czwartek miales typowo angielska.