beverly hills video

dzisiaj trochę o czymś innym, niż o londynie.
około tygodnia przed wyjazdem w internecie pojawiła się informacja, że sieć wypożyczalni beverly hills video zostaje zamknięta. chciałbym coś więc o tym napisać, z racji tego, że - pewnie niektórzy wiedzą - miałem okazję przez ok 4 lata pracować w tej sieci.
wszystko zaczęło się w 2003 roku, kiedy przeniosłem się do krakowa na studia. nie dostałem się wtedy na uj na filmoznawstwo i coś trzeba było robić przez wakacje. w jednej z gazet znalazłem ogłoszenie, że szukają pracowników do jednej z wypożyczalni w krakowie. wydrukowałem wiec marne cv, bez doświadczenia oczywiście, bo co to jest nakręcić kamerą vhs film reklamowy o ogólniaku, plus działalność w samorządzie studencki, która bawiła mnie przez ok. 2 dni. pamiętam, że pomyliłem daty rozmowy o pracę, przyszedłem 2 dni wcześniej wystrojony jak szczur na otwarcie kanału. pamiętam jak przyszli współpracownicy chichotali jak wychodziłem z wypożyczalni. na rozmowie kierownik regionalny zapytał mnie o ulubiony film. poleciłem mu "ronin" z robertem de niro i jean reno. potem w niedziele zadzwonili do mnie, że mam prace i żebym się wstawił jak najszybciej.
generalnie z wypożyczalnią mam masę miłych wspomnień. przede wszystkim ludzie: paweł, agnieszka pająkowa, patrycja (zrobiłem jej z trylion zdjęć), alina, lasyk, kuba, aśka gniewska, tomek fastyn, jarek sokół (kierownik), kinga (moja najlepsza przyjaciółka). pamiętam też masę ludzi, którzy przewijali się po drodze, taki gość, który jechał wtedy do londynu pracować; dziewczyna, chyba karolina, która przegrywała mi pierwsze płyty cd z muzyką buddha bar; sandra, która zrobiła w konia wszystkich, bo była w ciąży, ale ukryła ten fakt, i kiedy podpisała umowę, pojawiła się ze zwolnieniem lekarskim i nikt nie mógł jej przez rok ruszyć. pamiętam też masę klientów, fajniejszych, gorszych. miło wspominam zakłady między pracownikami, o to, kto wciśnie klientowi np.: 3 filmy na literę "m". albo rozmowy w stylu "o czym jest film martwe ptaki?" "to horror ornitologiczny proszę pana". do tego masa imprez w krakowskich klubach, na miasteczku agh. i noclegi u agnieszki, bo mieszkała przy alejach więc zamiast wracać do domu, szliśmy spać do niej.
miło wspominam też wieczne porządki w piwnicy pod sklepem, roznoszenie kaset po półkach i pobijanie rekordów, kto więcej pudełek uniesie (chyba hubert wygrał z 30 kasetami w rękach). pamiętam też taką miłą dziewczynę, która na 2 piętro chciała wnieść mopa, ale na schodach mop się wywrócił i cała woda zalała wypożyczalnie. pamiętam też jak wprowadzaliśmy do sprzedaży wina, i chyba 3 dnia, półka z winami się przewróciła i cuchnęło jak w rozlewni jeszcze przez tydzień. pamiętam też spożywczaka obok, miłego pana listonosza, nocne autobusy z pracy, gdzie wracali np studenci z gitarami i śpiewali przez całą drogę. pamiętam też święta spędzone w pracy, sylwestry, gdzie pod koniec dnia leżało ze 30 filmów na półkach, bo ludzie brali dosłownie wszystko. pamiętam też moment, jak do wypożyczalni wchodziło dvd. była wtedy 1 półka z płytami i jak ktoś pożyczał, to wiadomo było, że bogaty, bo ma odtwarzacz dvd. albo wieczne reklamacje, że "płyta na kompie nie chodzi". albo gdy była premiera władcy pierścieni i dostaliśmy sporo kopii kaset z tym filmem, przez co zajęte były 2 regały tylko jednym filmem. i nagle podchodzi klient i prosi o pomoc w znalezieniu tego filmu, na co tomek fastyn mówi, że już idzie pomóc, i mijając mnie mówi do mnie "bo w końcu leży tam tylko 400 pudełek". albo nocne inwentaryzacje, gdzie alina wcześniej się zmywała do domu, bo rano otwierała. no i zmiany typu "na rano", "na wieczór" i "dopalacze" (czyli troche tego i troche tego).
wypożyczalnia to było miejsce magiczne. setki filmów, nieprzespane noce, bo oglądało się po 3-4 filmy na raz. albo "piszczkowanie" kaset i pudełek, żeby nikt ich nie ukradł. no i pracownicze "wigilie" gdzie wszyscy upijali sie do nieprzytomności. pamiętam też jak tworzyliśmy dział filmów ambitnych, np od "spi", albo dział erotyki. miło wspominam wiecznie rozwalające się szuflady z kasetami, tą naszą zagrodę z dziwnym amerykańskim systemem komputerowym, który jeszcze dziś mógłbym z zamkniętymi oczami obsługiwać.
jak sobie myślę, o tych początkach w krakowie, tej pierwszej pracy, która wiele mnie nauczyła, setki obejrzanych filmów, to jest mi przykro, że era kaset już jest skończona. beverly hills było genialnym miejscem, które dało mi wiele przefajnych wspomnień. życzę wszystkim podobnej pracy, żeby potem po latach, mieć takie wspomnienia jak ja mam.

do posłuchania porcupine tree - sentimental

sogno 01.06.2013, 13:40
a ja ci zycze, bys kazda prace wspominal z takim milym sentymentem