półtora miesiąca za mną

jeśli ktoś jeszcze tu zagląda regularnie, to przepraszam, że pisze notki w tak ogromnych odstępach czasowych. po prostu od zmiany miejsca zamieszkania codziennie dzieje się tak wiele, że ciężko znaleźć czas na pisanie bloga. póki co, pracuję na dwie zmiany, w sklepie z pamiątkami z londynu, a także w sklepie z luksusowymi czekoladkami. obie prace maja plusy i minusy, ale nie ukrywam, że wolałbym pracować tylko w sklepie z czekoladkami. po pierwsze atmosfera jest inna, lepsza, milsza, a po drugie, o wiele szybciej łapię angielski. w drugim sklepie mnóstwo klientów to obcokrajowcy, których angielski pozostawia wiele do życzenia. nie wspominają o polakach, którzy jak tylko usłyszą, że jestem z polski to od razu "są uratowani". w sklepie z czekoladkami klientami są przeważnie brytyjczycy, bardzo zamożni, którzy są w stanie wywalić 60 funtów na pudełko z 10 czekoladkami. no, a co najważniejsze, jedyna opcja porozumiewania się to angielski, który z czasem będzie u mnie chyba lepszy niż obecnie.
co do samego londynu, jestem nadal potwornie zachwycony. mam ciągle takie dziwne myśli, że mieszkam w wielkim mieście, gdzie absolutnie wszystko jest możliwe. wystarczy przeczekać i kombinować. w krakowie takie coś by nie przeszło. ba! nie tylko w krakowie, ale i w całym kraju, za którym wcale nie tęsknię. no, oczywiście poza tadkiem, olą i tomkiem. no i kilkoma znajomymi :)
niestety, od ok 2 tygodni niewiele miałem czasu na zwiedzanie czy szwendanie się po mieście, mam nadzieję, że z czasem nadrobie. będzie jeszcze z trylion okazji. póki co, zaiwaniam ile wlezie, i jak powiedział mi tadek, biorę maksimum zmian w pracach. na szaleństwa i bezsensowne wydawania kasy jeszcze przyjdzie czas. chodź pierwsza rzecz, na jaką chcę wydać kasę, to nowy macbook air, który nie jest tu aż tak drogi jak np w polsce, gdzie jest traktowany jako towar luksusowy. tutaj, w londynie, macbooki maja prawie wszyscy.
chciałbym też jeszcze wspomnieć, że póki co, poznałem tylko ludzi z pracy. niektórzy przemili, inni wkurwiający na maksa. ale o tych drugich to kiedyś tam. na razie wstrzymuję lejce i przeczekuję, dopiero z czasem wybuchnę.
mam nadzieję, że u was wszystko ok i jakoś żyjecie. trzymajcie się dzielnie i do następnego wpisu.

do posłuchania wes prince shaw - answer me

Giselle 16.07.2013, 09:10
Ze Tez Tom musiales wyjechac, a ja tu na gwalt fotografa potrzebuje!!!!!!

tomek 03.07.2013, 09:13
nie mam wagi :(

sogno 03.07.2013, 07:46
sklep z czekoladkami brzmi dobrze. zapach tam musi byc boski, hehe. a T. ma racje o max zmian. na szalenstwa jeszcze czas przyjdzie. znajduj czas na zwiedzanie, poki pogoda ladna.
juz nie ma wpisow w stylu b. jones? boisz sie przyznac, ze sie spasles na czekoladkach? ;)