it's london baby!

pierwszy dzień od prawie 3 tygodni zapieprzania bez przerwy. wolną sobotę postanowiłem wykorzystać na łażenie z cv po niektórych miejscach. wiecie, kina, bfi, sklepy filmowe. wszędzie niestety zostałem odprawiony z kwitkiem, poza jednym kinem na covent garden i bfi, gdzie powiedziano mi, żeby po prostu skrobnął maila na konkretny adres.

miałem też okazję podjechać do naszego sklepu na borough market w południowej części miasta. i powiem wam szczerze, że czegoś takiego nie widziałem nigdy. niby zwykły targ, ale tak malowniczy, tak uroczy. po prostu coś genialnego. tłum ludzi, mnóstwo turystów, wszędzie zapachy pysznego jedzenia, ogrom win, serów, mięsa. kupcy zachęcają do kupienia tych smakołyków. czekam aż olka przyjedzie do mnie we wrześniu i połazimy po takich magicznych miejscach tego miasta.

no i jeszcze miałem okazję posłuchać the king's parade. świetnie grają, robią ogromne wrażenie. to miasto podoba mi się coraz bardziej.

do posłuchania xavier rudd - spirit bird