sto lat za ostatnim wpisem
no ale po kolei. po pierwsze, olka była w londku na tygodniowym urlopie, także wybawiliśmy się tak trochę. wiadomo, oxford street, hard rock cafe i troche guinnessa. ola jest miłośniczką czarnego piwa z irlandii, i jak twierdzi, nie ma nic lepszego niż zimny guinness prosto z beczki. może faktycznie ma racje? nie wiem, ja zostane przy swoim gejowskim ciderze.
poza pracą niewiele się dzieje. ciągle siedzę w tym miejscu, którego już powoli szczerze nienawidzę. kasa kiepska, atmosfera coraz gorsza. jasne, że wytrzymam, ale fajnie byłoby jednak już robić coś swojego. nie będę się rozpisywał zbytnio, bo i tak z setek milionów wiadomości na fejsie wnioskuję, że macie to w dupach.
trzymajcie się ciepło i do następnego!

do posłuchania tim minchin - so long

K.B. 30.09.2013, 13:20
Tomasssszz! z setek milionów wiadomości na fejsie OD Ciebie można wywnioskować, że z wzajemnością ;)foty dawaj, foty lepsze, bo i szybciej się je wrzuca niż pisze i marudzić w nich trudniej. A i pozdrów Piturkę :)