polazłem na portobello market w notting hill. i powiem wam, że krakowski kazimierz ze swoim marnym targiem to jakaś wiejska potańcówka w porównaniu z tym tutaj. prawdziwy targ, tzn jedna ulica pełna kupców, sprzedających. stragany wypchane po brzegi towarem. stoiska z trylionem różności. jedyne czego mi tu na prawdę brakowało, to oli, która jak ją znam kupiłaby pewnie połowe tych rzeczy. i wcale bym się jej nie dziwił. jasne, że połowa to tandeta, ale sporo też fajnych perełek.
wrzucam malutkie zdjęcie, bo niestety nie pomyślałem, że po przeróbkach się "lekko" zmniejszy.
jeśli będziecie w londynie, wpadnijcie tu w sobote.

do posłuchania weather report - black market