14.05.2013 22.02 (3)

holandia

stało się. zadzwonili do mnie z biura pracy, że jest robota w holandii. nie wiem jeszcze gdzie, ile, dlaczego, po co, za co, w jakim stanie itp itd. najważniejsze, że jadę. we czwartek podpisuję umowę i wyjazd w sobotę. od środy w przyszłym tygodniu regularna praca. pierwszy krok do londynu i szkoły zrobiony! w związku z tym, blog trochę na taki podróżniczy się zmienia, nie wiem kiedy coś wrzucę, bo nie wiem czy na miejscu będzie internet. nie wiem też w jakich okolicznościach uda mi się coś sfotografować. niemniej biorę canona i iphona (z nowymi nakładkami). postaram się trochę przybliżyć co u mnie, co porabiam itp. jeśli nadal tu jeszcze zaglądacie, to fajnie będzie komuś to wszystko pisać. statystyki mówią mi, że ktoś tam zagląda, więc zapraszam dalej. trochę żałuję, że blog nie nazywa się jak dawniej, bo wtedy nazwa byłaby adekwatna do tego wszystkiego, co teraz będzie się dziać. przy okazji zapraszam tutaj. tam sporo będę też wrzucał, bo to dość szybka forma prezentacji zdjęć.

a więc zaczynamy.
waga: 100 kg.
alkohol: 0
dżojsy: 0

do posłuchania the ecstasy of saint theresa - for that moment
18.05.2013 11.09 (3)

holandia w londynie

poprzedni wpis był o holandii. że tam jadę, że będę robił karierę na wózku widłowym i w ogóle. poszedłem więc do biura we czwartek podpisać umowę, dowiedziałem sie wszystkiego i ogarnęła mnie panika. mianowicie z umowy wynikało wiele nieciekawego dla mnie. a i pieniądze kiepskie, i warunki mieszkaniowe fatalne. z resztą sami zobaczcie, gdzie miałem mieszkać. po prostu zwątpiłem. pół nocy nie spałem i wreszcie podjąłem decyzję. zdecydowałem, że lepiej jednak jechać w ciemno do londynu. nie mam na razie pracy, nie mam też gdzie mieszkać. jednak bilet kupiony na czwartek, wiec do czwartku jest czas na ogarnięcie mieszkania. bo jak wszyscy mówią, pracy lepiej już szukać na miejscu. tadek obiecał, że pogada z kolegą ze studiów, który tam mieszka, może on pomoże. jeśli nie, to muszę wszystko ogarnąć sam. sporo też pomogła ola, bo dzięki niej nawiązałem kontakt z jej koleżanką z londynu no i może chociaż na początek pomoże mi coś np. z mieszkaniem ogarnąć. póki co jestem bardzo podekscytowany no i czekam do czwartku. pozdrawiam ;)

wzorem bridget jones
waga: 99,4 kg.
alkohol: 1 piwo
dżojsy: 0

do posłuchania the beatles - all you need is love. jakoś z anglią mi się to kojarzy najbardziej :)

24.05.2013 22.01 (1)

londyn

pierwszy dzień w londynie. ale jak było po kolei?
no więc zdecydowałem sie na autobus, z racji tego, że bilet na samolot z tygodniowym wyprzedzeniem był ogromnie drogi i musiałem odpuścić. w krakowie wsiadłem wiec w autobus do chorzowa, gdzie po przesiadkach we właściwy autobus zaczęła sie droga do londynu. jakie spostrzeżenia? autostrady w niemczech są pierwszej klasy, 3 pasy tak gładziutkie jak pupa niemowlaka, po prostu pozazdrościć. co do holandii i belgii, lekkie gówno niestety, beton na przemian z koleinami i przeważnie dwoma pasami. w niemczech dodatkowo zaskoczyło mnie coś mega pozytywnego na stacji (pewnie moja polaczkowość wyjdzie teraz ostro, ale co tam). otóż kupuję za 2 euro colę, daję panu w kasie 5 euro, on pakuje je do takiej dziwnej maszynki, a po chwili z drugiej strony (mojej) wypada reszta. szczerze, nie widziałem czegoś takiego. co do reszty ogromne wrażenie zrobił na mnie euro tunel. długo czekaliśmy, po drodze oczywiście francuzi musieli zrobić przeszukanie, brytole to olali, ale sama przejażdżka mega. autobus wjeżdża do wielkiego wagonu, przypominającego wielką szarą lodówkę, zawiasy się zamykają i ruszamy. można oczywiście chodzić po wagonach. fajnie trzęsie, bardzo przyjemne przeżycie. wycieczka trwa 30 minut. co do anglii, po prostu boska! śliczna! te kamienice w londynie, ludzie, wielokulturowość, mnogość przeróżnych zjawisk. po prostu powalające wrażenia. co do mieszkania. na razie siedzę u tanji, koleżanki mojej siostry, w niedzielę przenoszę się do mieszkania w 3 strefie, w dzielnicy północnej. mieszkanie już widziałem, bardzo czyste, zadbane, a co najważniejsze - tanie, jak na londyn. jest też szansa, że we wtorek miałbym od razu pracę. wszystko oczywiście w powijakach, ale jestem dobrej myśli. wpadajcie na bloga oczywiście, sporo pisania i wrażeń. pozdrawiam!
(a na zdjęciu poniżej, mieszkanie tanji)

waga: 99,0 kg.
alkohol: 0
dżojsy: 0

do posłuchania lucy rose - shiver

27.05.2013 23.48 (3)

4 dzień w londynie

jestem już w sumie 4 dzień w londynie (wtorek). nie będę pisal, że brakuje mi oli, tadka i tomka, bo to oczywiste. troche ten smutek zabija radość bycia w tym mieście, ale uważam, że z czasem wszystko sie ułoży.
londyn to przedziwne miasto. są tu ludzi z każdego zakątka świata. wszystkie religie, nacje i kultury sąsiadują ze sobą. nie tylko w zamkniętych dzielnicach, ale dosłownie na każdym kroku. moim zdaniem londyn nie jest dla wszystkich. ksenofob, rasista czy zagorzały fan pisu nie odnajdą się w tym mieście.
nie tylko miasto zadziwia. zwracają uwagę takie drobnostki, których w polsce nie uświadczysz, dziwne przystanki z siedzeniami "na przeczekanie", zlew z dwoma kranami, spłuczka do kibla na zasadzie zawiasu. do tego piętrusy, taksówki, czerwone budki telefoniczne, żołnierze w tych śmiesznych czapkach w stylu march z simpsonów. do tego dochodzi cudowna architektura, i takie - czego w polsce nie ma - zorganizowanie. weźmy np autobus, tu nie do pomyślenia jest wejście tylnymi drzwiami. tu dres, staruszka, skinhead czy mason zawsze wchodzą przednimi drzwiami i odcisną, jak to tu mówią polacy "ojsterkę". albo schody w metrze czy w centrach handlowych: stoisz po prawej (zawsze), idziesz po lewej. chaos jest tylko na ulicach, ale tak jest wszędzie. no i przejście na czerwonym świetle, jest tutaj dozwolone, tylko trzeba uważać, bo jeżdżą tu jak na ukrainie.
dziś był dzień wolny od pracy, święto. byłem wiec na camden town, szukać pracy. miałem jednak okazję poszwendać się po okolicy. akurat był targ, wydarzenie nie do opisania, mnóstwo kolorów, świateł, ciuchów, sklepów, jedzenia od turków czy azjatów. tysiące sklepów z pamiątkami z londynu, anglii, podobizną królowej, kate i łiliama.
pochodziłem też po kinach, to w sumie dobry pomysł na pracę tutaj, bo i filmy za darmo, a i trochę "przemysł" filmowy. fajnie byłoby dostać pracę w takim miejscu. a, i byłem też w wypożyczalni płyt dvd. właściciel zapytał mnie o doświadczenie :P
powoli przyzwyczajam się do tego szaleństwa, tej stolicy świata. wszystkim polecam choćby tydzień wakacji w tym mieście. a najbardziej czekam na ole, z którą połazilibyśmy po mieście.

waga: 99,5 kg.
alkohol: 1 piwo, 2 kieliszki wina
dżojsy: 0

do posłuchania air - alone in kyoto, bo czuję się jak bob z "lost in translation" (jeśli widzieliście film, wiecie o czy mowa i co to za kawałek)

2017
2016
2015
2014
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006